„Naprzeciwko Wawelu po drugiej stronie Wisły”

Piątkowy wieczór, 30 listopada. Kieruję się ku Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Dzisiaj jest szczególny dzień dla tej placówki. Dokładnie 13 lat wcześniej miała miejsce uroczystość inauguracji tego muzeum.
Jest już godzina 18:00 gdy docieram do budynku muzeum. Pokonuję charakterystyczne schody prowadzące do Mangghi. Drzwi się rozsuwają. Wchodzę do tej „małej Japonii”. Widok na Wawel. Zamek Królewski wygląda tak pięknie i majestatycznie tylko stąd. Ruszam do sali koncertowej. Już za chwilę rozpocznie się tam uświetniający jubileusz recital fortepianowy młodej artystki Yuho Miury.

Gdy wchodzę do sali okazuje się, że jest niemal pełna. Znajduję wolne miejsce, siadam wygodnie, czekam. Nie ma gwaru. Widownia w ciszy i spokoju oczekuje na występ. Po chwili wchodzą Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz, fundatorzy Muzeum. Otoczeni wianuszkiem przyjaciół powoli idą przez salę. Wchodzą na scenę gdzie witają ich oklaski zgromadzonych. W czasie gdy pianistka będzie się przygotowywać do koncertu oni opowiedzą o smutkach i radościach związanych z powstawaniem Mangghi. „Stajemy tu jak te dwa telewizyjne bałwany” zaczyna żartobliwie Wajda. Rozpoczynają opowieść o tym jak powstawało muzeum. Inicjatywę budowy Mangghi wspierało wiele osób i instytucji. Okazuje się jednak, że Manggha mogła nie powstać gdyby nie pomoc japońskich kolejarzy. To oni zorganizowali zbiórkę pieniędzy, które wspomogły budowę. Lecz dlaczego akurat oni? „Gdy byliśmy w Japonii to przyleciał tam Wałęsa. Prezydent Polski, który jest stoczniowcem i elektrykiem. To zachwyciło Japończyków” wyjaśnia wybitny reżyser.

Dalej Wajda opowiada jak znany architekt Arato Isozaki wybiera na miejsce budowy teren, na który sam reżyser patrzył z lekkim niesmakiem. „Wziąłem pana Isozakiego na Wawel, stanęliśmy na murach wawelskich i rozglądamy się za dobrą lokalizacją dla Muzeum. Nagle pan Isozaki mówi: „No to może tam?” i pokazuje to miejsce. A wtedy były tu jakieś krzaki, baraki, pijaczki. Pytam się: „Dlaczego akurat tam?”. Isozaki zaś na to: „Słuchaj, to jest genialne miejsce. Jeżeli się ktoś Ciebie spyta o adres to mówisz: naprzeciwko Wawelu po drugiej strony Wisły.” Zaskoczona tą historią sala reaguje życzliwym śmiechem. To jednak jeszcze nie koniec opowieści.
Słuchamy teraz jak pani Zachwatowicz i Andrzej Wajda opowiadają o wyborze dnia otwarcia Muzeum. „Wrzesień odpadał bo to klęska wrześniowa i w ogóle – mówi reżyser. Październik też nie pasował no bo przecież Rewolucja Październikowa. Grudzień? To też nie. Stan wojenny, Jaruzelski. I tak nie wiedzieliśmy jaki dzień wybrać.” Dalej kontynuuje pani Krystyna „Mówię do Andrzeja: słuchaj a może 30 listopada? Wtedy są Twoje imieniny. To się nikomu z niczym nie skojarzy.” I w ten sposób datę otwarcia Mangghi ustalono na ten dzień. Publiczność słucha tych opowiadań jak dzieci bajek. Twarze zgromadzonych zdają się prosić: „jeszcze, jeszcze”. Nagle opowieść trzeba kończyć. Artystka już gotowa. Pora zacząć koncert.

Na scenie pojawia się w różowej sukni japońska pianistka. Publiczność wita ją gorącymi brawami. Yuho Miura jest laureatką 6 Międzynarodowego Studenckiego Konkursu Muzyki w Kobe. Ma już za sobą wiele koncertów, a mimo to widać na jej twarzy oznaki zdenerwowania. Artystka siada przy instrumencie, który tak długo na nią czekał. Następuje chwila ciszy oraz skupienia i po sali płyną dźwięki sonaty D-dur Mozarta. Następnie utwory kolejnych wielkich kompozytorów: Chopina, Szymanowskiego, Skriabina. Każdy utwór zgromadzeni nagradzają brawami. Koniec ostatniego utworu. Pianistka wstaje od instrumentu, uśmiechnięta kłania się nisko, brawa publiczności. To już koniec koncertu. Jednak nie, artystka wraca i zaczyna grać kolejną melodię. Delikatne nuty rozchodzą się niczym lekka mgiełka po sali. To „Sakura”. W języku japońskim oznacza „kwiat wiśni”. Japońska pieśń ludowa wieńczy koncert. Zauroczona publiczność nagradza pianistkę gromkimi brawami. To jednak jeszcze nie koniec wydarzeń tego wieczoru. Organizatorzy robią zgromadzonym niespodziankę zapraszając wszystkich na tort urodzinowy.

Z przeciwległego brzegu Wisły przygląda się temu wszystkiemu „tysiąc lat historii Polski”. Tutaj zaś „mała Japonia” świętuje swoje trzynaste urodziny. Muzeum Manggha, a jeszcze nie tak dawno Centrum Manggha ma tylko tyle i aż tyle lat. Można by rzec, że „dorasta” na naszych oczach. „Trzynaście lat to wspaniały jubileusz. To wyjątkowo szczęśliwa trzynastka, nie pechowa” mówią Ryszard i Jadwiga Otrębowie związani z Mangghą od samego początku. Ich twarze promieniują radością. „To muzeum to fantastyczne przedsięwzięcie – kontynuują – a w szczególności ten drugi człon nazwy muzeum- techniki japońskiej. To było oczko w głowie mistrza”. Dlaczego sławnemu reżyserowi tak na tym zależało? Nie pozostaje mi nic innego jak zapytać o to samego „mistrza”.

Podchodzę więc do wielkiego twórcy i zadaję mu to pytanie. Andrzej Wajda słysząc je delikatnie się uśmiechnął. Daje sobie chwilę na zastanowienie i zaczyna mówić spokojnie lecz z pasją: „Gdy zajechaliśmy do Japonii to zdaliśmy sobie sprawę, że ten kraj to nie tylko wspaniała sztuka, ale też niesamowita technika. W świadomości Europejczyków Japonia to głównie technika. Dodatkowo wielu interesuje się tym, nie tylko dzieci i młodzież. Dlatego już od samego początku, już kiedy wkopywaliśmy kamień węgielny pod budowę wiedzieliśmy, że tak powinno być.” W ten sposób powstało godne miejsce dla wspaniałej kolekcji Feliksa Jasieńskiego. Dzięki temu przedsięwzięciu możemy „smakować” cząstkę wspaniałego kraju. Spotkania i wystawy tu organizowane przybliżają nam interesującą kulturę Japonii wraz z osiągnięciami technologii japońskiej. Ekspozycje dotyczące tego odległego kraju, prezentując wszystkie dziedziny sztuki, przyciągają rzesze zainteresowanych. „Jestem tu na każdej wystawie” mówi z uśmiechem Ewa Pietrzyk, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Lecz czy ekspozycje to wszystko co przyciągają tutaj zwiedzających? Okazuje się, że nie, że jest coś jeszcze. Ewa ujmuje to krótko: „To muzeum ma wyjątkową atmosferę”. Dlaczego? Tego nie da się opisać słowami. Aby poczuć i zrozumieć tę atmosferę trzeba po prostu odwiedzić Mangghę.
Pora już opuścić tę „małą Japonię”. Drzwi do Krakowa się rozsuwają. Wychodząc oglądam się za siebie. Zamek Królewski na Wawelu wygląda tak pięknie i majestatycznie tylko stąd.

Bartłomiej Bartoszek

Wątek w dziale dyskusji japonia.org.pl: http://www.japonia.org.pl/forum/viewtopic.php?f=1&t=1506

Share this