Japońscy piloci Kamikaze

7 grudnia 1941 roku Japonia wciągnęła do wojny światowej USA, atakując bazę morską w Pearl Harbor na Hawajach. Atak był „konsekwencją” odcięcia dostaw surowców naturalnych, potrzebnych Japonii do kontynuacji tworzenia „nowego porządku w Wielkiej Azji Wschodniej”. Niespodziewany atak i pewność we własne siły sprawiły, że armia japońska zwyciężała we wszystkich bitwach jakie przyszło jej toczyć.

Jednak do czasu. W trakcie całodniowej bitwy o Midway, stoczonej 4 czerwca 1942 roku, Cesarska Marynarka Wojenna (pod dowództwem admirała Chuichi Nagumo) straciła 4 lotniskowce i możliwość zniszczenia amerykańskiej Floty Pacyfiku. Po tym ciosie armia japońska nie podniosła się i pozostało jej tylko obrona zdobytych dotychczas terenów. Dwa lata później doszło do ostatniej bitwy lotniskowców podczas II Wojny Światowej, gdy odbudowana po bitwach o Midway i w Archipelagu Salomona flota japońska starła się z amerykańską armadą inwazyjną na Wyspach Mariańskich. Tzw. „wielkie polowanie na indyki” na Marianach w dniach 19 i 20 czerwca 1944 roku pokazało, że lotnictwo japońskie, prawdopodobnie najlepiej wyszkolone na świecie (taka opinia panowała na początku wojny), właściwie nie istnieje.
Podstawowym błędem dowództwa japońskiego było zmuszanie pilotów, by latali dopóki ich nie zestrzelono. W ten sposób tracono doświadczonych ludzi, zaś ich miejsce zajmowali nowi, niedoświadczeni lotnicy. Kiedy efektywność ataków powietrznych drastycznie spadła, dowództwo doszło do wniosku, że zamiast wysyłać maszyny do walk w powietrzu, znajdzie się dla nich lepsze zastosowanie. Opracowano nową metodę ataku, przekreślającą jednak w stu procentach możliwość powrotu. Tak oto narodziła się koncepcja ataków samobójczych, nazwanych tokko (oddział ataków specjalnych), lub też Kamikaze („Boski Wiatr”), na cześć tajfunu, który w 1281 roku uratował Japonię przed najazdem mongolskim.
Pierwszą jednostkę kamikaze sformowano pod koniec 1944 roku, na Filipinach. W samobójczych misjach mogli brać udział nawet całkowicie niedoświadczeni piloci, naprowadzani na cele przez bardziej doświadczonych kolegów. Śmierć za ojczyznę postrzegana była jako wielki zaszczyt, samo odebranie sobie życia nie miało tak negatywnego wydźwięku jak w kulturze zachodniej. Umrzeć za Cesarza to jak osiągnąć nieśmiertelność. I to właśnie obiecywano ochotnikom, składającym największą ofiarę dla dobra kraju – podniesienie do rangi kami – pół-bóstwa i uświęcenie w świątyni Yasukuni. Dwa razy do roku odwiedzał ją bowiem Cesarz, oddając cześć poległym za Cesarstwo w wojnach od 1850 roku.
25 października 1944 roku to data pierwszego zanotowanego ataku samobójczego. Osobą, która dostąpiła tego „zaszczytu” został dwudziestotrzyletni porucznik Yukio Seki, absolwent Akademii Morskiej. Oficjalnie ochotnik, tak naprawdę został do tego zadnia wyznaczony. Okazję do ataku uzyskał już 21 października, jednak jego jednostka powróciła do bazy, nie znajdując celu. Podobnie wyglądały następne dni, aż do 25 dnia tego samego miesiąca.
9 samolotów prowadzonych przez młodego porucznika nadleciało nad lotniskowce amerykańskie, ok. 30 mil morskich od wybrzeża Samar. W wyniku ataku zatopiono lotniskowiec eskortujący „St. Lo”. W konsekwencji udanej misji Sekiego i czterech innych pilotów zaczęły się zgłaszać setki, a nawet tysiące ochotników. Społeczeństwo karmiono fałszywymi informacjami o spektakularnych osiągnięciach Oddziałów Boskiego Wiatru.
Prawda wyglądała zupełnie inaczej. Amerykanie dość szybko nauczyli się radzić sobie z samolotami nieprzyjaciela i rzadko zdarzało się, że któryś z pilotów-samobójców osiągał cel. Z drugiej strony, na początku 1945 roku setki kamikaze wysłanych do zaatakowania okrętów wojennych wpływających do zatoki Lingayen, zadały Marynarce Wojennej USA takie straty, jakich nie doświadczyła od jesieni 1942 roku.
Bardzo wysokie straty oddziały kamikaze zadały w walkach o Okinawę, w kwietniu 1945 roku. W tej fazie wojny zezwalano pilotom na powrót w przypadku kłopotów technicznych lub nie odnalezienia odpowiednio ważnego celu. Dotychczas bowiem samoloty tankowano ilością paliwa wystarczającą na dotarcie do celu i powroty do bazy stanowiły rzadkość. W obronie Okinawy wzięło udział 4200 samolotów japońskich, w tym 1900 pilotów kamikaze. W walkach o Okinawę Japończycy stracili ogółem 7830 samolotów, podczas gdy straty amerykańskie wyniosły około 800 maszyn.
3 kwietnia 1945 roku wygasł układ o nieagresji pomiędzy Związkiem Radzieckim a Japonią, zaś 9 maja poddały się wojska niemieckie. Japonia pozostawiona sama sobie przeciwko „reszcie świata” mogła walczyć do ostatniego żołnierza i obywatela, lub złożyć broń. Ostatnia opcja nie wchodziła w grę, sprzeciwiali się jej zwłaszcza wojskowi. Planowano nawet, aby całe społeczeństwo Japonii oddało swoje życie za ojczyznę. W maju i czerwcu nadal broniła się Okinawa, zaś kamikaze odnosili niemałe sukcesy, okupując je jednak olbrzymimi stratami (17 zatopionych okrętów kosztem 131 samolotów). W końcu 22 czerwca 1945 roku ogłoszono zakończenie działań na Okinawie. W ciągu 81 dni zginęło prawie 120 tysięcy żołnierzy japońskich, zaś 150 tysięcy cywilów straciło życie w wyniku nalotów, ostrzału artyleryjskiego oraz masowych samobójstw.
II Wojnę Światową zakończyło zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę (6 sierpnia) i Nagasaki (9 sierpnia). Japonia poddała się 15 sierpnia, zaś 2 września podpisano akt kapitulacji na pancerniku „Missouri”. W opinii wielu osób zastosowanie ataków samobójczych było szczytem głupoty, zwłaszcza, że niekiedy ginęli w ten sposób doświadczeni piloci. Gdy rozpoczynano akcje samobójcze, wielu młodzieńców zgłaszało się na ochotnika, kierowani miłością do ojczyzny i nienawiścią do wroga. Wierzyli, że ich poświęcenie się opłaci. Pojedynczy samolot nie był jednak w stanie zatrzymać pancernika, potrzeba ich było coraz więcej. Kiedy zabrakło ochotników, starsi piloci dostawali rozkaz uczestniczenia w misjach kamikaze. Rozkazom nie można było się sprzeciwiać, toteż wielu młodych, często szesnastoletnich „ochotników”, poświęcało życie dla przegranej sprawy. Jedynym ograniczeniem była liczba samolotów zdolnych do lotu. Dlatego szukano „nowych rozwiązań”.
Wynikiem tych poszukiwań były ludzkie torpedy, zwane Kaiten. Te, prawie 15 metrowe, zawierające 1,5 tony materiałów wybuchowych „łodzie podwodne”, wystrzeliwane były przez zwykłe okręty podwodne. Opisywane czasem jako „trumny w kształcie cygara”, obsługiwane przez jednego pilota, po raz pierwszy zostały użyte w bitwie o Okinawę. Zaskakująco skuteczne, miały jedną zasadniczą wadę – krótki peryskop, a co za tym idzie, niemożność zejścia głębiej pod wodę, tam gdzie znajdowały się najsłabsze punkty konstrukcji pancerników.
To właśnie w czasie walk na Okinawie, dowództwo japońskie wykorzystało nową broń samobójczą. Były to wspomniane wyżej kaiteny, ludzkie miny (młodzi ludzie z przyczepionymi do ciała minami lub materiałami wybuchowymi mieli za zadanie dostać się jak najbliżej nieprzyjaciela i zadać jak największe straty) lub ludzkie bomby zwane Oka. Były to małe samoloty, głównie z drewna i sklejki, z pilotem na pokładzie, podczepiane do bombowców i w ten sposób transportowane w pobliże celu. Osiągały prędkość w granicach 800-950 km/h. Przez to postrzegane były jako trudne do zestrzelenia i dość groźne dla jednostek amerykańskich. Tym samym trudne w pilotażu, dawały raczej małe szanse na trafienie w cel. Z 2000 samolotów Oka wykorzystano tylko ok. 50, zatapiając przy tym 3 wrogie jednostki. Żołnierze amerykańscy znajdowali także łodzie wypełnione po brzegi materiałami wybuchowymi, przeznaczone do samobójczych ataków na okręty.
Jakkolwiek wielkie było poświęcenie młodych ludzi w obronie swojego kraju, ostatecznie dumne Cesarstwo Japońskie poniosło klęskę. Długą i wyniszczającą wojnę Amerykanie zakończyli zrzuceniem dwóch bomb atomowych, które pochłonęły około 200000 ofiar (z czego 70% w Hiroszimie). 15 sierpnia 1945 roku podpisano akt kapitulacji, zaś 2 września oficjalnie zakończyła się II Wojna Światowa.
Wiadomość o klęsce Japonii była nie do zniesienia dla wiceadmirała Matome Ugakiego (dowódcy 5-tej Floty Powietrznej Marynarki, mającej siedzibę na Kiusiu). Chciał poprowadzić, być może ostatni, atak kamikaze. W tym celu rozkazał przygotować 5 dwuosobowych samolotów Suiseki, jednak na płycie lotniska ustawiono ich aż 11, ponieważ żołnierze chcieli pójść za swoim dowódcą. W ten sposób 23 ludzi (Ugaki leciał wraz z dwoma innymi żołnierzami) wzbiło się w powietrze do swojego ostatniego lotu. Do celu dotarło 8 samolotów, z siedemnastoma osobami na pokładach. Maszyna Ugakiego rozbiła się po drodze, w pobliżu Okinawy, nie docierając do celu.
Od 7 grudnia 1941 roku Japońska Marynarka Wojenna straciła prawie 700 okrętów wojennych, flota handlowa zaś – ponad 2300 jednostek.
„Boskim żołnierzom” generała Onishiego oddaje się cześć w Muzeum Pokoju w Chiran, zawierającym bogate zbiory przedmiotów poświęconych kamikaze. Każdy pilot mógł zostawić, co zazwyczaj robił, pukiel włosów lub paznokcie, czasem pasek od spodni, a ogólnie rzeczy, które dla jego bliskich nabierały potem najwyższej wartości. Jeden z pilotów, nie mogąc nic po sobie nikomu zostawić, dał młodej dziewczynie, która przyszła go pożegnać kamyki, po których przed chwilą stąpał. W ten sposób wielu żegnało się ze światem i tak ważnej dla nich ziemi ojczystej, w nierównej walce skazanej na niepowodzenie.

Marcin Siudak

Bibliografia:
„Kamikadze Bogowie zagłady” Albert Axel, Hideaki Kase
„Kamikadze Rozkaz śmierci” Klaus Scherer
„Wojna na Pacyfiku. Encyklopedia” James F. Dunnigan, Albert A. Nofi

Zdjęcia: internet

Share this