Kobieta japońska - jej status na tle rodziny

Yosano Akiko, japońska współczesna poetka, napisała:
„Nadszedł dzień, gdy ruszyły góry,
Mówię, choć nikt mnie nie słucha.
Góry po prostu na krótko zasnęły,
Ale przecież dawniej tańczyły z ogniem.
Zresztą, nieważne, czy w to uwierzysz,
Jeżeli tylko uwierzysz, że:
Wszystkie śpiące dotąd kobiety
Wstały i ruszyły”

Wiersz był manifestacją, przeciwko II wojnie światowej, ale przy tym zawarta jest w nim wizja poetki- Japonki powinny obudzić się i postarać zmienić swą pozycję w społeczeństwie, powinno nastąpić coś, co można by nazwać „rewolucją feministek”. A jaka była i jest pozycja Japonek? Co musi dobra żona i mądra matka? Co powinna? Co jej wolno? Oto trudna droga kobiety do uzyskania niby uprawnienia, „niby”- bo tak naprawdę na każdym kroku odczuwa ona dyskryminację płci.
Od wieków pozycja społeczna japońskiej kobiety jest niższa niż mężczyzny. Choć matką Japonii miała być według legendy bogini słońca, Amaterasu, to jednak nigdy kobieta nie mogła zająć najwyższego miejsca w społeczeństwie. W okresie Heian kobietom nie wolno było nawet pokazać twarzy. Musiały one też żyć w izolacji społecznej. Kobieta zawsze była zależna od mężczyzn- od ojca, od męża, od najstarszego syna. W okresie Edo, gdy do Japonii napłynęła fala konfucjanizmu, kobieta wedle tejże etyki stawała się istotą niższego rzędu, nie przypisywano jej człowieczeństwa. Mężczyzna brał kobietę za żonę z jednego powodu- miała mu urodzić dzieci, dać następców. Gdyby nie miała tego czynić, mógł wziąć z nią rozwód. Przy tym musiała być mu wierną, on zaś miał prawo do konkubin, a ona nie mogła być nawet zazdrosna. Gdyby zaś zdradził męża, czekała ją kara śmierci. Musiała być ona także posłuszna teściom! W epoce Edo stosowano wobec kobiet zasadę danson jahi- szanować mężczyznę, pogardzać kobietą. Okres Tokugawa (Edo) to rozkwit gejsz (ta profesja trwa do dnia dzisiejszego i nie ma żadnego odpowiednika w innych kulturach), czyli jak głosi etymologia słowa geisha – ludzi (kobiet) sztuki, dziś powszechnie uważane po prostu za damy do towarzystwa. Dziewczętom, które trafiły w ręce okiya- instytucji gejsz, nie żyło się wcale łatwiej niż innym kobietom. Musiały nauczyć się one gry na shamisenie, tańca, śpiewu, ceremonii parzenia herbaty i wielu innych sztuk. Przy tym służyły one jako „ozdoby” przyjęć oraz herbaciarni, które były rozrywka mężczyzn. Gdy gejsza osiągała odpowiedni wiek otrzymywała status tzw. „młodej gejszy”. Wówczas mężczyźni mieli prawo do zabiegania, o jej mizuage (utratę niewinności). Wygrywał ten, który zaoferował największą kwotę. Później gejsza musiała pozyskać swego danna – opiekuna, który miał do niej pełne prawo, ona zaś musiała spełniać każdą jego wolę, za cenę swego utrzymania. Także gejsze nie mogły liczyć na wolność, dopóki pozostawały gejszami były absolutnie zależne od mężczyzn.
Okres Meiji to czas otwarcia Japonii na świat. Przybywali wówczas do Kraju Kwitnącej Wiśni Amerykanie i Europejczycy zachwycali się Japonkami, jako uprzejmymi, miłymi, ślicznymi kobietami!
Władze rozpoczęły propagować ideę ryosai kenbo, ideał żony i matki (w japońskim są to dwa kanji: dobra żona, mądra matka). Koncepcja ta pojawiła się w roku 1875 i miała wzmocnić pozycję kobiety. Dotąd kobiety były zazwyczaj niewykształcone, nie mogły podejmować żadnych decyzji związanych z domem i rodziną, a także budżetem! Byłą również zamknięta w domu- nie mogła go opuszczać bez jakiegoś ważnego powodu. Taki wizerunek kobiety nie nadawał się na kogoś, kto miał wychowywać pokolenie nowej epoki. Od roku 1899 ryosai kenbo stała się sloganem w państwowym szkolnictwie dziewcząt (jednak dotyczyło to tylko dziewcząt z dostatecznie zamożnych rodzin). Koncepcja ta miała ogromny wpływ w sferze rodzinno-domowej! Odtąd kobiety uzyskały usankcjonowane prawo do podejmowania decyzji w kwestiach domu. Zyskały także prawo do dziedziczenia, do decydowania o swym życiu, do pełnienia funkcji głowy rodziny (w przypadku braku dorosłego mężczyzny w rodzinie). Początkowo ryosai kenbo dotyczyła kobiet z klas wyższych. W szkołach dziewczęta musiały uczyć się tego, co uważano za niezbędne „damie”. Dla dziewcząt niższych sferach ta koncepcja byłą nieosiągalnym wzorem!
Ryosai kenbo do dziś jest w pewnym stopniu ideą kobiety. Kobieta musi być podporządkowana mężczyźnie, nie dopominać się o swoje prawa, zawsze się uśmiechać. Dobra żona to kobieta, która potrafi dobrze prowadzić gospodarstwo domowe, dba o budżet, jest we wszystkim pomocna mężowi. W przypadku, gdy któryś członek rodziny zachoruje i trafia do szpitala, matka pełni tam funkcje pielęgniarki, powinna czuwać i dbać o swego „pacjenta”. Mądra matka to wykształcona istota, która potrafi zadbać o dzieci, dobrze je wychować, a także pomóc im czasem w nauce- dotyczy to zazwyczaj pierwszych lat edukacji małych Japończyków. To właśnie matka ma być ich nauczycielką (kyoiku mama), zanim pójdą do szkoły. Czasem Japonka musi zmienić się w mamę-potwora (mamagon), by dzieci otrzymały solidne, surowe japońskie wychowanie! Do obowiązków matki należy także odpowiednio skomponowane śniadanie dla maluchów. Japońskie dzieci noszą do przedszkola małe kuferki, tzw. obento, w których zazwyczaj znajduje się ryż, ryba lub warzywa, ciasteczka ryżowe i jakiś napój. To bardzo ważne, by śniadanie było estetycznie zapakowane i odpowiednio skomponowane – ma to wymiar artystyczny, np. ryż ułożony jest w „bałwanki”. Matka, która przygotowuje dziecku posiłek złożony z jakichś fastfoodów lub złej kombinacji pokarmów jest źle widzianą szkole, w społeczeństwie.
Zawieranie małżeństwa w Japonii to w zasadzie umowa między rodzinami: pierwsza „randka” to po prostu poznanie się partnerów, w celu późniejszego zawarcia stosunku małżeńskiego. Nie ma tu mowy o miłości. Właściwie dobrze widziane jest, by Japonka, także będąc już żoną, ukrywała publicznie swe uczucia. Od chwili wstąpienia w związek małżeński, kobieta ma na swojej głowie prowadzenie domu. Japończyk ma za zadanie pracować na utrzymanie rodziny, co pochłania sporą większość jego czasu- wychodzi do pracy wcześnie rano, wraca późno, czasem nad ranem, gdy obowiązuje go „spotkanie integracyjne” ze współpracownikami. Kobieta najlepiej widziane jest, by nie pracowała, tylko zajmowała się domem. W Japonii instytucja baby siter nie istnieje! Jeśli Japonka zdecydowałaby się na pracę musiałaby oddać dziecko do żłobka, co nie jest dobrze widziane. Po II wojnie światowej otwarto Japonkom drogi edukacyjne, a także dano im swobodę kariery. Tak naprawdę tylko pozornie. Bo, jeśli kobieta wybierze tę drogę, nie będzie miała czasu na prowadzenie domu, wychowywanie dzieci, czyli nie będzie dobrą żoną i mądrą matką! Zazwyczaj pracują młode Japonki, które nie są jeszcze mężatkami, ale tak naprawdę nawet w najlepszych firmach pełnią one raczej role estetyczne, są sekretarkami, podają kawę, mają uśmiechać się i usługiwać mężczyznom i gościom. Jeśli nawet któraś z kobiet zdecydowałaby się na wybór drogi kariery i awansów, zmuszona byłaby do pracy do późnych godzin, a także do częstych spotkań przy sake z kolegami z pracy, to jednak często nie jest na siły kobiet. Łatwo wywnioskować, że tak naprawdę swoboda Japonek w wyborze pracy jest pozorna! Niezwykłą rzadkością są kobiety na wysokich stanowiskach.
Japonka zwraca się do swego męża uchi no hito, co oznacza „ten człowiek w naszej rodzinie”- wskazuje to na wielki szacunek, z jakim kobiety odnoszą się do swych mężów. Japończyk powie o żonie uchi no, „czyli ta z naszej rodziny”. Takie nazewnictwo nadaje się jednak tylko w sytuacjach wymagających form grzecznościowych. Na co dzień mężczyzna zwraca się do żony oj!- to zawołanie podkreślające niższą rangę. Żona powie do męża anata, czyli „ty”, ale wyrażone z szacunkiem. Najpopularniejszy sposób zwracania się do siebie małżonków to: ojcze, matko. Gdy Japonka mówi do kogoś innego o swym mężu używa zwykle słowa shujin, czyli „pan domu”. Japończyk, zaś powie o swej małżonce kanai, co znaczy „wewnątrz domu”. Używając bardzo formalnego języka mężczyzna powie gusai, w dosłownym tłumaczeniu „moja głupia żona”- w ten sposób wykaże on swą uprzejmość wobec rozmówcy, czyli zaznaczy swój niższy status względem niego (czego wymaga japońska etykieta).
Kobiety w zasadzie mają swobodę życia. Wydają pieniądze mężów na zakupy, odwiedzają koleżanki, no i prowadzą dom. Mężczyźni, którzy przechodzą na emeryturę stają się często utrapieniem dla Japonek. Mają oni za dużo czasu, co odtąd ogranicza swobodę żon! Chcą oni im wszędzie towarzyszyć, choć wcześniej nigdy tego nie robili. Zaczynają mieszać się w sprawy domu i kuchni. Zaczynają się wtrącać w sprawy budżetu. Wielu Japonkom nie jest na rękę fakt, że ich mężowie odtąd przebywają w domu.
Rok 1985 był Międzynarodowym Rokiem Kobiet. Wówczas to konferencja została otwarta wierszem Yosano Akiko. Odtąd rozpoczęto druk czasopisma feministycznego „Seitoha” (Blue stocking). Odpowiednikiem europejskiego symbolu feministki Silone Beauvoir, jest np. Chizuko Ueno, profesor socjologii Uniwersytetu w Tokio. Wiele jej uczennic, dobrze wykształconych, wyruszyło na zachód poszukiwaniu należytego kobiecie miejsca i niewiele mają one wspólnego z zakorzenionym w myśli Zachodu wizerunkiem gejszy. Dziś mnożą się powieści japońskich pisarzy, których bohaterkami są zemancypowane Japonki, np. „The Pillow Book” Sei Shonagon czy „Genji Monogatari” Murasaki Shikibu. To czas, by kobiety znów mogły zabrać głos, by urosły w siłę i dostrzegły, że nie są podgatunkiem rodzaju ludzkiego!
Trudno zrozumieć kulturę kraju, który tak bardzo różni się od Zachodu. Ciężko zrozumieć, dlaczego przez tak długi okres Japonki nie buntowały się przeciwko swej sytuacji. Potrzeba by urodzić się w odległym Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie kobiety mają przekazywaną swą niższą pozycję we krwi. Europejki, które wychodzą za mąż za Japończyków często długo cierpią skutki takiego małżeństwa, zwłaszcza jeśli mąż wychowywał się w ojczyźnie i pod ręką „ortodoksyjnych” rodziców. Jednak przyszedł już czas, by Japonki zostały docenione, by pochwalono ich intelekt, urodę, dobre wychowanie! Dla ludzi Zachodu są one często ideałem kobiecości, ideałem żony. Dla Japończyków to często po prostu „głupia żona”.
Przyszedł czas, by słowa Yosano Akiko spełniły się:
„Wszystkie śpiące dotąd kobiety
Wstały i ruszyły”.

Mia Żurawska

Share this